Zimowy sezon wspinaczkowy w Tatrach można uznać za otwarty! Na pierwszą drogę wybrałem się wraz z Ančą Šebestíkovą i Piotrem Kowalczykiem. Początek sezonu to zawsze wielka niewiadoma: albo w ścianach zalega zbyt dużo słabo związanego śniegu, albo temperatury są za wysokie. Tym razem trafiliśmy na mikst obu tych opcji — warunki mocno „koneserskie”.
Naszym celem była Grzęda Tomkowych Igieł na ścianie Niżnych Rysów. Droga wyceniana jest na V+ latem i M5/6 zimą, w zależności od warunków. Podejście pod ścianę zajęło nam jedynie około 45 minut z Morskiego Oka. Szlak był przetarty przez turystów idących na Rysy — wystarczyło za Czarnym Stawem odbić około 100 metrów w lewo od szlaku i byliśmy pod grzędą. Szybki przepak, oszpejenie i po krótkiej wymianie zdań Piotrek ruszył na prowadzenie.
Wspinanie – pierwsze wyciągi
Początkowe metry biegną centralnie grzędą, startując u podnóża Tomkowych Igieł. Około 150 metrów wspinania w terenie za M3 oferowało asekurację zarówno ze skały, jak i z trawek (tu warto mieć ze sobą dwa buldogi). Z grzędy uciekamy w prawo rampą około 100m do płyt o trudnościach M5 — i tam czeka nas pierwsza niespodzianka. Płyty były kompletnie zalodzone.
Największą trudnością okazało się nie tyle samo przejście, co odnalezienie chwytów i miejsc na asekurację pod cienką warstwą lodu i śniegu. Krzysiek:
„Stojąc na przednich zębach raków, trzymając się jedną dziabą na odciąg, przez ponad 10 minut szukałem miejsca na osadzenie czegokolwiek. Poprzedni przelot był 5 metrów pod nogami, a wizja lotu po połogich płytach skłaniała do odwrotu. W desperacji czyściłem ręką lód i śnieg, aż w końcu pojawił się stary hak. Miał pęknięte ucho, ale dawał nadzieję. Wpiąłem się i uciekłem wyżej — bo wiedziałem, że palące łydy nie wytrzymają długo.”
Kolejne dwa wyciągi również nie rozpieszczały, jednak im wyżej, tym formacje stawały się bardziej oczywiste i przyjemne. Po trzech wymagających wyciągach wymieniliśmy się prowadzeniem. Zmrok zapadł, gdy Piotr szykował się do swojego prowadzenia.
Kluczowy fragment drogi
Oryginalny przebieg sugeruje ucieczkę w lewo, jednak oblodzona, pozbawiona asekuracji płyta skutecznie nas zniechęciła. Postanowiliśmy iść wprost — przez zacięcie z lekkim przewieszeniem.
Piotr ruszył niepewnie. Po chwili usłyszeliśmy:
„No, nie jest lekko… trochę się boję.”
Po krótkich słowach wsparcia wspinał się jednak dalej, a po kilku metrach jego ton zmienił się całkowicie:
„Nie jest tak źle! Super chwyty, dobra asekuracja — piękny wyciąg!”
Przyznaję, że w tym momencie odrobinę żałowałem oddania prowadzenia. Anča była już wyraźnie zmęczona, a zacięcie nad nami nie nastrajało jej optymistycznie.
Kiedy przyszła moja kolej, śnieg uciekał spod raków, ale dziaby trzymały dobrze. Trzy mocne przechwyty w przewieszającym się zacięciu, wyjście na trawki i… kawał pięknego wspinania.
Tomkową Igłę mijamy z prawej, bez wchodzenia na wierzchołek, a następnie łatwym terenem za M2/3 kierujemy się na szczyt Niżnych Rysów. Śnieg zapadał się pod nogami, sypał się „cukier”, a zmarznięta warstwa wbijała się w piszczele. Po około trzech godzinach tego terenu meldujemy się na wierzchołku.
Podsumowanie dnia
Patrzymy na zegarek — 21:30. Oznacza to, że wspinaczka zajęła nam 12 godzin. Każdego z nas „wyrąbało jak konia po westernie”. Zegarek pokazał 850 m przewyższenia, a droga ma według wyliczeń około 1000 metrów długości. Zdecydowanie można to nazwać dobrą alpiniadą.
Warunki były trudne i w optymalnych zapewne można by przejść tę drogę w połowę krótszym czasie. Mimo wszystko — była to świetna przygoda.
Czy warto wybrać się na Grzędę Tomkowych Igieł?
Zdecydowanie tak, szczególnie dla osób, które lubią długie, urozmaicone drogi z niewielką kumulacją trudności. Większa część prowadzi terenem M2/3, a kluczowe miejsca — przy dobrych warunkach — są łatwe do pokonania i oferują solidną asekurację.
My trafiliśmy na warunki mocno wymagające, co podniosło poziom trudności drogi.
Zejście z Niżnych Rysów:
Ze szczytu kierujemy się polami śnieżnymi na południowy zachód, w stronę Buli pod Rysami — w tym miejscu należy zachować szczególną ostrożność i uwzględnić aktualne warunki lawinowe. Następnie schodzimy dalej szlakiem do Czarnego Stawu.
Sprzęt, który polecam zabrać:
- 2 × 60 m liny
- Zestaw mechaników 0.3–2 BD + 4 offsety
- Set kości offsetowych
- 2 buldogi do traw
- 2 cienkie haki
- 4 pętle 120 cm
Zapraszam na zimowy kurs taternicki
















