Zimowe wspinanie to coś, co „tygryski lubią najbardziej” – szczególnie wspinaczka lodowa. W lodospadach jest coś niezwykle romantycznego i ulotnego. Każdej zimy przybierają inny kształt, a za kilka tygodni mogą już zupełnie zniknąć. W lutym, razem z Ryśkiem i Marcinem, wybrałem się do włoskiej Doliny Aosty. Podczas tygodniowego wyjazdu w rejonie Cogne udało nam się wspiąć na kilka interesujących lodospadów.

Choć prognozy pogody były fatalne, a zagrożenie lawinowe w większości Alp osiągało wysoki – czwarty – stopień, zdecydowaliśmy się na wyjazd do Cogne. Transport i logistyka zimą są stosunkowo proste – tanie loty z Polski do Bergamo oraz niedrogi wynajem samochodu sprawiają, że wyjazd można zorganizować bez większych trudności. Z Bergamo do Cogne jedzie się około trzech godzin, po drodze robiąc zakupy.

Naszą bazą był niewielki hotel w miejscowości Lillaz. Do najbliższych lodospadów mieliśmy około 30 minut podejścia. Warunki zakwaterowania były bardzo dobre – czteroosobowy apartament z kuchnią i łazienką kosztował około 1300 zł za siedem noclegów od osoby. Z Lillaz można łatwo wejść do doliny Valeille, gdzie znajduje się wiele ciekawych lodospadów, lub podjechać do Valnontey, gdzie czekają dłuższe drogi o zróżnicowanej trudności.

Wspinaczka lodowa w Cogne- dolina Aosty

Lodospad Lau Bi, Wi5

Pierwsze dni wspinania

Pierwsze dni spędziliśmy na lodospadach położonych najbliżej naszej bazy, wybierając drogi możliwie najmniej narażone na zagrożenie lawinowe. Na początek wybraliśmy Lillaz Gully (WI4). Droga biegnie żlebem, nad którym rośnie las, dzięki czemu zagrożenie lawinowe jest ograniczone. Jedynym miejscem potencjalnej akumulacji śniegu jest drugi wyciąg – śnieżny żleb – który na szczęście był już przedeptany. Lodospad ma około sześciu wyciągów, jednak pokonaliśmy go w trzech długich odcinkach z wykorzystaniem lotnej asekuracji. Zejście prowadzi bezpiecznym szlakiem.

Drugiego dnia planowaliśmy wspinaczkę na lodospadzie Coyote (WI5), jednak pomyliliśmy się podczas podejścia i ostatecznie trafiliśmy na Tuborg (WI5-). Okazało się to bardzo przyjemne wspinanie po czterech progach lodowych. Kluczowy był pierwszy wyciąg, stanowiska były przygotowane, a zjazdy wykonaliśmy linią drogi. Ostatni odcinek to około 300 metrów łatwego terenu (0+), który pokonaliśmy już bez asekuracji.

Cascata del L

Cascata del L”Erfaulet WI 4+

Trzeciego dnia Marcin został w hotelu, a ja z Ryśkiem wybraliśmy się na krótki, ale wymagający lodospad Lau Bij (WI5), który zaintrygował nas już pierwszego dnia. Drogę pokonuje się zwykle w trzech wyciągach – my połączyliśmy pierwsze dwa, uzyskując około 50 metrów wspinania w terenie WI4. Drugi wyciąg prowadził diagonalnym trawersem w prawo po kurtynach lodowych za WI5. Około siedmiu metrów przed końcem zdecydowaliśmy się jednak na odwrót. Lód był w bardzo złym stanie – odspojony od skały i niepodparty – co stwarzało realne ryzyko odpadnięcia całych struktur lodowych. Po ostrożnym wycofaniu wróciliśmy do apartamentu, gdzie ekipa czekała już z winem – wieczór pozwolił nam szybko zapomnieć o niepowodzeniu, choć następny dzień upłynął raczej pod znakiem odpoczynku.

Wspinaczka lodowa w Dolinie Valnontey

Czwartego dnia udaliśmy się do doliny w rejonie Valnontey. Po wcześniejszych opadach śniegu i wzroście zagrożenia lawinowego nie mieliśmy konkretnych planów. Początkowo wydawało się, że tego dnia w ogóle się nie powspinamy, jednak znaleźliśmy kilka dróg względnie bezpiecznych – tam, gdzie lawiny już zeszły lub gdzie ryzyko było ograniczone.

 Cogne - Wspinanie lodowe w dolinie Aosty

Cogne wspinanie lodowe

Najpierw wspięliśmy się na trzywyciągowy lodospad Gran Val (WI3+). Pierwszy wyciąg (WI2) poprowadził Marcin. Drugi, za WI3+, przypadł mnie – wspinanie było bardzo ciekawe, choć lód był niezwykle cienki. W niektórych miejscach ostrze czekana przebijało się niemal na wylot, a śruby – których wkręciłem trzy na czterdziestometrowym odcinku – były od środka smagane wodą. Trzeci wyciąg (WI3+) prowadził Rysiek – piękny odcinek lodu w skalnym żlebie zakończony wąskim kanionem przypominającym literę V. Z drogi zjechaliśmy w trzech zjazdach i ruszyliśmy dalej w głąb doliny.

Po około dwudziestu minutach marszu zobaczyliśmy imponujące lodospady – między innymi Patri di Gauche, który planowaliśmy na kolejny dzień, oraz drogi znajdujące się w strefie ochronnej orła brodatego, takie jak Monday Money czy Repentance. Wyglądały imponująco i na pewno jeszcze kiedyś tam wrócę.

Wspinanie lodowe na Cascata dell’Erfaulet Wi4+

Naszym celem tego dnia była jednak Cascata dell’Erfaulet (WI4+), położona na wschodniej ścianie doliny. Okazało się, że świeży śnieg zdążył już wcześniej zjechać ze ściany, więc warunki były bezpieczne. Pierwsze dwa wyciągi (WI3) poprowadził Marcin, a my z Ryśkiem szliśmy za nim na lotnej asekuracji, dochodząc pod kluczowy wyciąg za WI4+.

Tu zaczęła się prawdziwa wspinaczka – ponad 55 metrów pionowego lodu złożonego z tysięcy sopli. Asekuracja była wymagająca – krótkie śruby wykorzystałem na początku, gdzie lód był jeszcze stosunkowo lity, wyżej musiałem używać długich śrub, aby dotrzeć do solidnej warstwy. Ostrza czekanów przebijały kolejne warstwy lodu, zahaczając się o nie jak o firanki. Raki stawiałem na stopniach z firnu i kruchego lodu. Było to bardzo wymagające prowadzenie, zakończone jeszcze około trzydziestometrowym podejściem śnieżnym do kolejnego progu, gdzie założyłem stanowisko.

Ostatni wyciąg – około 50 metrów pięknego, litego lodu – poprowadził Rysiek. Zjazdy wykonaliśmy z abałakowów aż do podstawy ściany, gdzie zostawiliśmy plecaki. Do samochodu dotarliśmy już po zmroku – był to długi i intensywny dzień. Wiedząc, że następnego dnia wracamy w tę samą dolinę, zostawiliśmy jeden plecak ze sprzętem w depozycie, aby podejść na lekko.

Krzysztof wspina się na lodową kolumnę

Patri di Gauche

Ostatnim celem był Patri di Gauche (WI4+), lodospad oferujący wiele wariantów wspinania. Ponieważ chłopaki wspinali się tu rok wcześniej klasycznym wariantem, zdecydowaliśmy się na bardziej efektowną linię – pionową kolumnę lodową po lewej stronie. Wspinaczka kolumną była niesamowitym przeżyciem.

Środkową część lodospadu poprowadzili Rysiek i Marcin, doprowadzając nas do skalnego cyrku, gdzie droga rozdzielała się na dwa warianty. Poprowadziłem prawy wariant – około 50 metrów wspinania w mokrym lodzie. Pod koniec wyciągu byłem całkowicie przemoczony, ponieważ woda spływała mi po rękach aż pod pachy.

Marcin wspina się na LIllaz Gully WI 4

W tym czasie pogoda gwałtownie się pogorszyła. Zaczął padać śnieg, temperatura spadła, a wiatr znacznie się nasilił. Lina, która chwilę wcześniej leżała na półce, szybko zniknęła pod warstwą śniegu. Po dojściu Ryśka szybko przygotowaliśmy zjazdy. Wiatr był tak silny, że chwilami trudno było utrzymać równowagę, a nawiewany śnieg tworzył niestabilne deski śnieżne zsuwające się spod nóg.

Podsumowanie

Był to intensywny tydzień wspinaczkowy spędzony w świetnym towarzystwie. Cogne ponownie potwierdziło swoją opinię jednego z najlepszych rejonów wspinaczki lodowej w Alpach – zarówno pod względem dostępności, jak i jakości dróg.

Na pewno wrócę tu w kolejnych sezonach, aby przejść drogi, których tym razem nie udało się zrobić – między innymi te znajdujące się w strefie ochronnej ptaków.

Przydatne linki:

Topo Lodospadów w dolinie Aosty